S. Emmanuela - świadectwo

Kliknij by powiększyć

Jak to się stało??? Kolejna historia powołania 🕊🔥

Usiądź dzisiaj ze mną na moment, weź do ręki kubek dobrej herbaty i posłuchaj jak Pan Bóg upomniał się o moje życie i zaprosił do pewnej drogi. Właśnie tego popołudnia chce się podzielić z Tobą świadectwem mojej drogi z Jezusem jako siostra serafitka.
Tak sobie myślę, że aby usłyszeć, że jest się powołanym trzeba zacząć słuchać i bardzo dziękuję Panu, że nauczył mnie jak rozpoznawać Jego głos. Dziękuję, że na drodze mojego życia postawił różne znaki, które stopniowo wskazywały na to jedno zaproszenie.
Tutaj dzielę się tylko mapą zewnętrznych wydarzeń, które złożyły się na podjęcie decyzji pójścia drogą życia zakonnego. Każda z nas ma oddzielną historię bitew, rozterek i wyborów wewnętrznych, które są świadkami naszych decyzji i odpowiedzi na głos Oblubieńca.
Pochodzę z diecezji zamojsko-lubaczowskiej wychowałam się na wsi w Gorajcu Starej- Wsi, a później przeprowadziliśmy się z rodziną do Biłgoraja. Tam skończyłam gimnazjum, liceum, dostałam się nawet na studia, na których progu nigdy się nie stawiłam.
Takim pierwszym znakiem była moja siostra katechetka w gimnazjum, serafitka. Bardzo wiele jej zawdzięczam. Ona jako pierwsza dała mi poczucie, że jestem godna zaufania, że można mi coś powierzyć, gdzieś zaangażować. Z koleżankami odwiedzałyśmy też siostry w domu zakonnym, jeździłyśmy wspólnie na wyprawy rowerowe, działałyśmy w wolontariacie. Oswajałam się z wizerunkiem siostry „codziennej”, nie tylko takiej szkolnej albo kościelnej, ale równiej domowej, zwyczajnej. To było takie bezwiedne zauważanie, że taki sposób życia istnieje i może być szczęśliwy.
Kolejnym bardzo ważnym punktem mojego nastoletniego życia były piesze pielgrzymki na Jasną Górę. Podczas drogi na każdym kroku Pan Bóg pokazywał, jaki jest dobry i hojny, jak wychodzi naprzeciw drobnym, codziennym potrzebom tylko dlatego, że jesteśmy Jego dziećmi. Wiele treści w czasie tych pielgrzymek otwierało mi oczy na wiarę, na wspólnotę, na to, że Pan jest realnie obecny pośród nas w codzienności. Zaczynało się zmieniać moje serce, otwierać na bardziej intymną relację ze Stwórcą.
Bardzo cenne był dla mnie wyjazdy na Franciszkańskie Spotkania Młodych w Kalwarii Pacławskiej. Tam również obecność sióstr serafitek była dla mnie naturalna, nie narzucająca się, ale dająca możliwość cichej obserwacji. W czasie tych spotkań doświadczyłam wartości wspólnoty, żywej wiary tylu młodych ludzi. Te wyjazdy dawały mi obraz żywego Kościoła. Tam pojawiały się pytania o moją osobistą relację z Panem. Zaczęłam zaprzyjaźniać się z duchowością franciszkańską, z prostotą i zwyczajnością bycia z Bogiem w sercu.
Na co dzień byłam przeciętną nastolatką, trochę zarozumiałą, trochę szaloną, szukającą swojej wartości, swojego miejsca. Chodziłam na dyskoteki, spędzałam czas na mieście ze znajomymi, lubiłam wyjazdy. Ważne było dla mnie poczucie wolności, niezależności, ale wciąż tęskniłam za czymś więcej.
W drugiej klasie liceum byłam na rekolekcjach u sióstr serafitek w Przemyślu. Pojechałam tam z moją przyjaciółką, żeby odwiedzić naszą siostrę katechetkę z gimnazjum. Uważałam wtedy, że te rekolekcje absolutnie nie są dla mnie. Miałam wtedy bardzo dużo krytykanctwa i podejrzliwości w sercu. Z politowaniem myślałam o naiwnych dziewczynach, które dadzą się złowić na wędkę siostrzanych uśmiechów i pójdą do klasztoru. Nie ze mną takie numery! W tym samym czasie pojawiały się we mnie głębokie pytania o sens, o cel mojego życia- tęsknota za czymś czego nie rozumiałam. Niemniej po tych rekolekcjach jedynie co potrafiłam, to krytycznie je komentować, nie dopuszczając ich prawdziwego przesłania i głębi.
Jeszcze jedna sprawa. Kiedy ma się taki uparty charakter przy jednoczesnej wrażliwości, trudno jest poradzić sobie ze sobą samemu. Pewnego roku podczas pielgrzymki usłyszałam, że dobrze mieć spowiednika. Miałam wtedy trochę problemów. Wróciłam do domu i poprosiłam Ducha Świętego o pomoc. Pan dał mi wówczas spowiednika, który bardzo mnie umocnił i towarzyszył mi aż do wyjazdu do klasztoru.
Przez czas liceum zaczęłam bardziej świadomie szukać ciszy, zaglądałam do kościoła na adorację po lekcjach. Pojechałam też na rekolekcjach ignacjańskie, na których Pan zmiękczał stopniowo moje serce swoją miłością. To w ciszy najbardziej gniotły mnie moje myśli i pytania, które czekały na odpowiedź. Nie mogłam się oszukiwać i udawać, że nie słyszę jak Pan delikatnie mnie zaprasza, jednocześnie niczego na mnie nie wymuszając. To jest najtrudniejsze w wyborze powołania, że ja muszę podjąć decyzję, dać jakąś odpowiedź, nikt za mnie tego nie zrobi, nikt za mnie życia nie przeżyje.
Postanowiłam zaryzykować. Tak, to będą serafitki. Umówiłam się na rozmowę z Siostrą Prowincjalną. Po spotkaniu i z wyznaczoną datą przyjęcia do klasztoru pojechałam do Krakowa, żeby złożyć dokumenty na studia. Wszystko po to, żeby rodzice nie dowiedzieli się zbyt wcześnie o moich planach. Moja decyzja pójścia do klasztoru zaraz po maturze nie spotkała się ze zrozumieniem. Ja sama do końca nie rozumiałam wtedy tego co robię. Czułam jednak, że to musi być tu i teraz. Z perspektywy czasu widzę, że wielką łaską był wówczas dar odwagi do podjęcia tej decyzji.
Dla mnie powołanie jest zgodą na wybór życia u boku Jezusa, który zawsze jest przy mnie, który zna moje możliwości lepiej niż ja sama, który wie, jak pomnażać ukryte we mnie dobro, wie, jak kształtować mnie przy pomocy mojej wspólnoty. Jemu zależy na mnie bardziej niż mnie samej. On daje mi całego siebie i nie zadowoli się inną odpowiedzią niż oddania Mu całego mojego życia.
Dzisiaj już nie mogę się doczekać, kiedy perspektywa mojego życia rozszerzy się na wieczny horyzont i zobaczę w pełni działanie codziennej łaski. W tym czasie ukarzą się moje wszystkie, kulawe życiowe odpowiedzi, a wielkość Bożej Miłości przysłoni i oczyści to co słabe i niedoskonałe.
Dziękuję, że mogłam podzielić się z Tobą kilkoma fleszami z mojej drogi. To była kronika bardzo pobieżna i niedokładna. Mam nadzieję, że mapa życia każdego z nas będzie wypełniona błogosławieństwem i pełnią szczęścia pod okiem Jedynego Przewodnika.

s.Emmanuela Pieczykolan


Autor: MB
05.08.2023 20:24


KALENDARZ

Niedziela
14
kwietnia


Trzecia Niedziela Wielkanocna


15.00 - Koronka do Miłosierdzia Bożego

SŁOWO BOŻE NA DZIŚ

TRANSMISJA MSZY ŚWIĘTEJ

KATOLICKIE PRZEDSZKOLE

ZGROMADZENIE SIÓSTR SERAFITEK

Z GALERII

Najnowsze intencje

Matko Boża Nieustającej Pomocy prosimy Cię o dar potomstwa dla nas.

Za wstawiennictwem Matki Najświętszej proszę Pana Jezusa o zdrowie, miłosierdzie nad grzechami, szczęśliwą podróż, opiekę od zła i błogosławieństwo w całym życiu dla całej rodziny Jana.

Matko Boza Ciebie prosimy ratuj rodzine,ratuj nas przed epidemia .O uzdrowienie,zbawienie Mikolaja,Tomasza,Ani.Za rodzenstwo Ewe,Bogdana ,rodzine,za Ele ,dzieci.O przeblaganie,wynagrodzenie za grzechy Ani,Tomasza,Mikolaja ,Ele,za dzieci Mariole,rodzine.Za wszystkie grzechy popelnione w tych rodzinach .Za zmarlych rodzicow,przodkow z tych rodzin o Niebo .O zbawienie grzesznikow.Za dusze w czyscu cierpiace,za sp Pawla Kowalczyk.,za Sp Abp Henryka Hoser

Wszystkie intencje

Kalendarium Parafialne

W dniu 8 IV 1995 r. J.E. prof. dr Jan Śrutwa dokonał bierzmowania i poświęcenia kaplicy w Domu Pomocy Społecznej w Teodorówce, której patronem jest św. Brat Albert Chmielowski.

2 IV 2005 r. o godz. 21.37 zmarł Ojciec Święty Jan Paweł II. W kościele parafialnym oznajmiły o tym wydarzeniu bijące dzwony. Jeszcze tej samej nocy do kościoła zaczęli przychodzić wierni, aby w ciszy powierzyć duszę tak wielkiego człowieka Bogu. Dnia 8 IV 2005 r. o godz. 10.00 w Biłgoraju zawyły syreny, z wież kościołów odezwały się dzwony, ruch w mieście całkowicie zamarł. Tak mieszkańcy Biłgoraja oddali hołd papieżowi Janowi Pawłowi II, w  chwili gdy w Watykanie  rozpoczęły się  główne  uroczystości  pogrzebowe. O 19.00 odprawiona została Msza św.

Dzieje Parafii

Biłgoraj i okolice na fotografii

Festiwal SOLI DEO

Klub Strzelecki i Klub Kolekcjonerski Victoria - Biłgoraj