„PRAWDY UKRYĆ SIĘ NIE DA! SUMIENIE O NIĄ ZAWSZE SIĘ UPOMNI”

 Czcigodni Księża! Żałobni Uczestnicy tej Uroczystości Pogrzebowej! Zamknęła się księga długiego, sądząc po ludzku, życia śp. Ks. Władysława Mazurkiewicza. Nazywam się Bogusław Wojtasiuk. A że jestem kapłanem, to widać. Pracowałem w kilku parafiach Diecezji Lubelskiej. Ze śp. Ks. Władysławem spotkałem się w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, gdy ja od wielu lat byłem proboszczem parafii Potok Górny, a On został wikariuszem parafii Biszcza. Nie mogłem tego zrozumieć, że Ks. Władysław, choć starszy ode mnie o lat 18, jest wikariuszem, ja proboszczem dużej parafii, gdy również Jego koledzy już dawno pełnią odpowiedzialne posługi, On natomiast pracuje nadal jako wikariusz. Widywałem Go wcześniej w Radzięcinie, ale nie zwracałem na to specjalnej uwagi. A był gorliwym kapłanem, życzliwym sąsiadem i bardzo dobrym kolegą. Pięknie głosił homilie. Każde wystąpienie solidnie przygotowywał. Prawie w każdej parafii Tarnogrodzkiego i Biłgorajskiego Dekanatu głosił kazania podczas odpustów. Dostojnie celebrował wszelkie nabożeństwa. Lubił konfesjonał, w którym spędzał długie godziny. Nigdy nie opuszczał zajęć w punktach katechetycznych. Był jednak zawsze zamyślony i cichy, jakby coś przeżywał. Rzadko widziało się uśmiech na jego twarzy. Gdy natomiast usiadł przy kontuarze organowym, to wstępował w Niego inny duch. Bardzo często też w domu wygrywał na pianinie przez długie godziny różne melodie. Jednego razu, gdy byłem u Niego, przyjechał swoim motorowerem z katechezy w jednej wiosce wśród biłgorajskich lasów, przygnębiony. Co się stało - pytam. - Jak jestem na katechezie, panie kolejno przynoszą obiady. Jedna gospodyni przyniosła mi dzisiaj dwa jajka na twardo i... ćwiartkę bimbru. A dobre to było? - pytam z uśmiechem. - Coś ty? Wylałem to! W dalszej rozmowie doszliśmy do wniosku, że nie możemy tej kobiety potępiać. Pewnie, że to prostactwo! Ale ona z okazji różnych uroczystości rodzinnych, tak przygotowywała obiad swojemu mężowi. - Ciebie - Ks. Władziu - potraktowała bardzo godnie. - Dlatego ja jej podziękowałem, ale też delikatnie zwróciłem uwagę, żeby tak więcej nie robiła – mówi Ks. Władysław. Wtedy się też uśmiechnął... Widząc jego pogodny humor, wprost zapytałem, dlaczego inni jego koledzy, a nawet młodsi księża, są już dawno proboszczami, a on ciągłe wikariuszem. Wtedy opowiedział mi swoje życie. Został wyświęcony 26 czerwca 1949r. Wtedy były w Lublinie znane wydarzenia „cudu lubelskiego”. Był też szczyt stalinizmu. Chciano na siłę zniszczyć wszelką religię, a zwłaszcza Kościół Katolicki, i to wszelkimi metodami. Usiłowano za wszelką cenę poderwać autorytet kapłanów. On został wikariuszem w Katedrze, a potem przeniesiono Go do Bełżyc. Tam UB nasłał pewną kobietę, narodowości nie polskiej. Ona Go oskarżyła o, jak to się dzisiaj modnie mówi, molestowanie seksualne, a wtedy o gwałt. Został aresztowany. Odbył się proces sądowy. Został skazany i znalazł się w zakładzie karnym. - Ale ja jej nawet nigdy nie znałem i z nią nie rozmawiałem. Czy wierzysz w to? - pyta mnie. Nie tylko wierzę, ale jestem przekonany, że cierpiałeś niewinnie. - Ale ja się do tego przyznałem w śledztwie i na rozprawie - mówi ze spuszczoną głową. Wcale się temu nie dziwię! Wtedy wszyscy się przyznawali: gen. Stanisław Tatar, żołnierz nieugięty, kajał się w komunistycznym sądzie, że Polskę zdradził; gen Stanisław Skalski, pilot nieustraszony zestrzelił wiele nieprzyjacielskich samolotów, a w sądzie przepraszał za kolaborację z okupantem hitlerowskim; adwokat Władysław Siła - Nowicki, odważny obrońca więźniów politycznych, też za szpiegostwo siedział długie lata w więzieniu; ba, sam Bp Kielecki Czesław Karczmarek do końca życia był prześladowany. Nie wiadomo, co by się stało nawet z Prymasem Wyszyńskim, gdy nie śmierć Stalina i walki o schedę po nim w Moskwie! Ja też nie wiem, jakbym się zachował w Twojej sytuacji! Też mógłbym się przyznać do niedopełnionych strasznych zbrodni. - W takim razie coś ci pokażę - mówi. Z szuflady biurka wyjął kopertę zaadresowaną na Niego. Prosił, bym dokładnie przeczytał. List był nadany w Tel Awiwie. Pisała, wtedy już nie młoda niewiasta, że przeżyła okupację dzięki pomocy polskiej rodziny. Potem została zwerbowana przez UB do walki z Kościołem. Podana była nawet suma pieniędzy, jaką otrzymała za oskarżenie Ks. Władysława. Nie pamiętam jej wysokości w tej chwili. Nade wszystko obiecali jej paszport i zezwolenie na wyjazd. Ona uległa. Teraz bardzo Księdza przeprasza i wszystkie zeznania odwołuje, bo to kłamstwo! Pięknie! Ładnie! Ale kto mu łzy powróci?! List oddałem, a Ks. Władysław go schował. Ks. Władziu - mówię - trzeba się starać o rehabilitację! - Nie mam na to sił i środków. Będą mnie znowu smutni panowie męczyć. Ja ich dobrze poznałem! Nie chcę tego! Czy mogę o tym mówić? - Po mojej śmierci. Podpisałem zobowiązanie o milczeniu na temat śledztwa i więzienia. Nie chcę tam wrócić! Dziś, w dniu jego pogrzebu niech słowa tego świadectwa będą dla śp. Zmarłego, wprawdzie marna, ale zawsze satysfakcją! Dziś domagam się dla Niego przywrócenia opinii jako gorliwego kapłana, wspaniałego chrześcijanina i życzliwego człowieka. Prawdy ukryć się nie da. Sumienie o nią się zawsze upomni. I ta osoba, która list pisała, widocznie miała jeszcze resztki sumienia. Nie mam tego listu. Widziałem go tylko raz. Pewnie też i autorka już nie żyje. Ile cierpień przysporzyło to wydarzenie śp. Zmarłemu? Przeszedł czyściec na ziemi! W dzisiejszych czasach też bywa podobnie. Oto przykład. W Szczecinie oskarżono o molestowanie seksualne chłopców przez diecezjalnego dyrektora Caritasu. Media trąbiły o tej sprawie wokół. Skazały go bez sądu. Jedynie nasz Ks. Arcybiskup Zygmunt Kamiński stanął w jego obronie. Po 3 latach prokuratura umorzyła śledztwo. A media nabrały wody w usta. Nikt o tym fakcie nie wie. Księże Władysławie! Dziś Cię żegnamy! Mówimy do zobaczenia tam po drugiej stronie życia. Dziękujemy Ci za wszelkie dobro, które nam kapłanom i naszym wiernym świadczyłeś, za Twój uśmiech i serce, tak otwarte dla wszystkich. Gdy staniesz przed tronem Najmiłosierniejszego Boga, któremu przez całe życie tak wiernie służyłeś, pozdrów Go od nas wszystkich. Powiedz Mu, że my wszyscy chcemy być Mu wierni i chcemy Ciebie naśladować. A nam przygotuj miejsce obok Niego tak, jak to czyniłeś tyle razy dla nas w ziemskim życiu! Spoczywaj w pokoju!


Autor: Ks. Bogusław Wojtasiuk
2010-05-05


KALENDARZ

Sobota
25
września



15.00 - Koronka do Miłosierdzia Bożego

SŁOWO BOŻE NA DZIŚ

Festiwal SOLI DEO

KATOLICKIE PRZEDSZKOLE

ZGROMADZENIE SIÓSTR SERAFITEK

Z GALERII

Najnowsze intencje

Matko Boża Nieustającej Pomocy prosimy Cię o dar potomstwa dla nas.

Za wstawiennictwem Matki Najświętszej proszę Pana Jezusa o zdrowie, miłosierdzie nad grzechami, szczęśliwą podróż, opiekę od zła i błogosławieństwo w całym życiu dla całej rodziny Jana.

Matko Boza Ciebie prosimy ratuj rodzine,ratuj nas przed epidemia .O uzdrowienie,zbawienie Mikolaja,Tomasza,Ani.Za rodzenstwo Ewe,Bogdana ,rodzine,za Ele ,dzieci.O przeblaganie,wynagrodzenie za grzechy Ani,Tomasza,Mikolaja ,Ele,za dzieci Mariole,rodzine.Za wszystkie grzechy popelnione w tych rodzinach .Za zmarlych rodzicow,przodkow z tych rodzin o Niebo .O zbawienie grzesznikow.Za dusze w czyscu cierpiace,za sp Pawla Kowalczyk.,za Sp Abp Henryka Hoser

Wszystkie intencje

Kalendarium Parafialne

25 IX 1931 r. Ks. Czesław Koziołkiewicz (proboszcz parafii) organizuje pierwsze spotkanie Akcji Katolickiej w naszej parafii.11 IX 1939 r. po wybuchu II wojny światowej Biłgoraj zostaje spalony. Spaleniu uległ również kościół Wniebowzięcia NMP.

16 IX 1990 r. punkt katechetyczny w Gromadzie (Dom Jana Pawła II) został przemieniony na kościółek, w którym zaczęto odprawiać nabożeństwa. Dwa lata później kościółek ten otrzymał tytuł; „Matki Bożej Nieustającej Pomocy”.

5 IX 1993 r. I Festiwal Piosenki Religijnej SOLI DEO, który kilka lat później stał się festiwalem ogólnopolskim.30 IX 2001 r. w Biłgoraju odbyła się uroczystość Intronizacji Chrystusa Króla.

Dzieje Parafii

Biłgoraj i okolice na fotografii

Klub Strzelecki i Klub Kolekcjonerski Victoria - Biłgoraj